Spust

Muzyka


 




Wyobrażacie sobie pojechać do kraju, z którego pochodzi wasz...że tak powiem...muzyczny idol, następnie przeczytać w prasie zapowiedź jego koncertu, a na koniec dowiedzieć się, że wejściówki za friko....:)

Pod koniec czerwca (2008) odbył się koncert Bjork.
Jako sygnał protestu przeciwko budowaniu kolejnych ( i wogóle) hut aluminium w Islandii.

Koncert miał na celu przyciągnięcie uwagi do tematu. Na telebimie przy scenie, przed rozpoczęciem koncertu emitowano materialy informacyjne: co/gdzie/ i jaki skutek - zmiany w krajobrazie ze szkodą dla flory i fauny. Smutne było to co pokazali. Zmiana biegu rzek lodowcowych, budowanie zapór spowodowało zalanie części terenów Parku Narodowego. Kolejne zakłady aluminium będą zagrożeniem dla pozostałych terenów.

Moje przekonanie o Islandii jako ostatniego bodajże miejsca na Ziemi, gdzie przyroda jest względnie bezpieczna, zostało zniszczone jak gniazdo tej biednej kaczki pokazanej w dokumencie filmowym!

I jak po takich scenach skupić się na muzyce?!

Pierwszy utwór, w kontekście przesłania, brzmiał bardzo wymownie...'We are the Earth intruders...'
Nic dodać, nic ujać.

Swoją drogą...najgorsze, co mogło spotkać zwierzęta to chyba ...ludzie.

Poza tym było 'Army of me' w jeszcze bardziej drapieżnej wersji niż oryginalnie. A także: Pagan Poetry, Joga, Hunter, Triumph of the heart, Pleasure is all mine...
Niekoniecznie w takiej kolejności. W jednym z utworów, na scenę wkroczył szalony Einar (Sugarcubes).

Utworów było oczywiście więcej, około 2 godzin muzycznej uczty.  Plus towarzystwo muzyczne Wonderbrass.

Na koniec utwór z Debut´u: 'Anchor' w wersji oryginalnej, islandzkiej.

Czy muszę dodawać, że było masakrycznie zimno...? a także to, że w takich warunkach (również atmosferycznych) odbiór muzyki Bjork jest tym bardziej wyostrzony...

Sama Bjork, niezbyt rozmowna między utworami choć ogólnie dobry kontakt z publicznością, rzuciła: 'co? zimno?...to sobie poskaczcie...' ;0)

Wcześniej , przed Bjork, wystapił Sigur Ros. Z akompaniamentem grupy Amiina.

I to było dla mnie odkrycie. Nie samego wykonawcy, bo wiedzialam o nim już wcześniej.

Nie wiem, może to miejsce, może chwila...ale najprosciej mówiąc-magia! Mogę zaryzykować stwierdzeniem, że to własnie ich wystep, nie Bjork, zrobił na mnie największe wrażenie. Czystość głosu! Na takim wietrze i zimnie... no no

W pierwszym wykonanym utworze odśpiewał to swoje ´tiuuuuuuu' i już wiedziałam, że przybędzie mi parę płyt do kolekcji...

W ich ostatnim wykonywanym utworze, Bjork udzielila sie na bębnie.

Tak wiec w ten mroźny wieczór 28 czerwca 2008, na mocno skostniałych nogach, szczęśliwa, pomaszerowałam w stronę domu, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to zdarzyło się naprawdę! miałam okazję posłuchać Bjork na żywo.

Przy okazji gorąco polecam dwupłytowe wydanie albumu Sigur Ros  'Heima'. Zapis ich trasy po Islandii. Niezapowiedziane koncerty którymi raczyli mieszkańców nawet najdalszych, najmniejszych osad, chwilami widownią była jedynie sama przyroda. Według mnie dokument pięknie uchwycił 'ducha miejsca' i magiczny wręcz klimat ich muzyki. Dla mnie-definicja talentu i wrażliwości muzycznej.
Perełka w świecie zalanym tandetą...